Niektórym kojarzy się z drogą do sukcesu, innym z niekończącą się podróżą przez biurokratyczne meandry – jedno jest pewne, droga ekspresowa S10 to temat, który wywołuje emocje od Szczecina po Warszawę. A jak wiadomo, tam gdzie emocje, tam i asfalt (przynajmniej w teorii). Rok 2023 przynosi w tej kwestii sporo nowych informacji, planów i – o dziwo – także realnych postępów. Przyjrzyjmy się więc, co się dzieje na placu budowy jednej z ważniejszych tras komunikacyjnych w Polsce, oczywiście z lekkim przymrużeniem oka, ale również z powagą godną drogowca z kilkunastoletnim stażem.
Mapa marzeń i kilometry realiów
Droga ekspresowa S10 ma łączyć dwa strategiczne punkty: Szczecin i Warszawę. Brzmi jak plan? Owszem. Brzmi też jak wyzwanie, biorąc pod uwagę, że długość planowanej trasy wynosi ponad 400 kilometrów. Dla porównania – to jakbyś chciał przebiec maraton cztery razy z rzędu. Zdecydowanie nie dla amatorów.
W 2023 roku wiele odcinków tej arterii wchodzi w fazę projektowania i uzyskiwania zezwoleń. Wśród nich nie brakuje fragmentów niemalże legendarnych, jak np. odcinek Bydgoszcz – Toruń, na który mieszkańcy czekają z podobną niecierpliwością co na finał kolejnego sezonu ulubionego serialu. W kwietniu odbyły się przetargi na projekty budowlane, a według Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, pierwsze maszyny mają pojawić się na placach budowy jeszcze przed końcem roku. Czyli zaraz po tym, jak znajdą się wszystkie zgody, fundusze, niezakwestionowane decyzje środowiskowe i być może – dobre wróżby pogodowe.
S10 — skrót od Szybciej?
Nie da się ukryć, że w naszej aktualnej rzeczywistości postęp budowy infrastruktury drogowej przypomina bieg z przeszkodami. Gdy tylko uda się pozyskać środki (często z Unii Europejskiej), zaraz pojawia się konieczność wykupu działek, analizy środowiskowe, protesty mieszkańców… a potem ktoś gdzieś znajdzie stanowisko chronionego ślimaka i wszystko przesuwamy o kolejny rok. Zatem pytanie „czy szybciej?” w kontekście S10 brzmi bardziej jak ironiczna refleksja niż deklaracja.
Ale nie traćmy ducha! Rząd planuje zrealizować większość trasy do 2028 roku. Co to oznacza w praktyce? Odcinki między Piłą a Bydgoszczą oraz między Toruniem a Włocławkiem mają zostać priorytetowo przyspieszone, zarówno dla poprawy komfortu jazdy, jak i dla odciążenia już i tak zatłoczonych istniejących dróg krajowych. Krótko mówiąc: jest nadzieja, że zanim nasze dzieci osiągną pełnoletność, będą mogły z niej skorzystać bez konieczności wpisywania “objazd” w Google Maps.
Ekspresowe znaczenie dla regionu
Budowa drogi ekspresowej S10 to nie tylko asfalt i mosty – to także obietnica gospodarcza dla licznych regionów. Szybszy dojazd to więcej inwestycji, mniej wypadków i – co mniej oczywiste – zadowoleni kierowcy. Przynajmniej do czasu aż Google przekieruje ich do sąsiedniego województwa z powodu prac drogowych.
Dla mieszkańców Pomorza Zachodniego, Kujaw i Mazowsza, S10 to nie tylko skrót do stolicy, ale także szansa na rozwój mniejszych miast i połączenia regionalne. Dzięki tej inwestycji znacząco skróci się czas przejazdu ze Szczecina do Warszawy – z obecnych około 8 godzin (z postojami na kawę i pytania egzystencjalne typu „czy jeszcze daleko?”) do zaledwie pięciu. To niemal rewolucja! A więcej o tym czym jest droga ekspresowa S10 można dowiedzieć się klikając w ten magiczny link.
Nadzieje asfaltowane optymizmem
Oczywiście jak to z inwestycjami infrastrukturalnymi bywa, nie brakuje sceptyków. Jedni twierdzą, że niepotrzebnie wydajemy miliardy, podczas gdy inni pytają – dlaczego tak późno? Faktem jednak jest, że bez nowoczesnych dróg nie będzie nowoczesnej Polski, i S10 jest tego najlepszym przykładem. To nie tylko kwestia komfortu jazdy, ale też element niezbędny do równomiernego rozwoju kraju.
W 2023 roku nadzieje związane z drogą S10 są większe niż kiedykolwiek wcześniej. Polityczne deklaracje, widoczne działania w terenie i konkretne plany sprawiają, że nawet najwięksi sceptycy zaczynają przyznawać – może w końcu coś z tego będzie. Oby tylko nie skończyło się tak, jak z dietą po Nowym Roku: głośno deklarowana, ambitna i bardzo trudna do zrealizowania.
Patrząc na aktualne działania, można uznać, że droga ekspresowa S10 powoli wyjeżdża z zatłoczonego pasa marzeń w kierunku pasa rzeczywistości. Choć jeszcze daleko jej do mety, to widać już więcej niż tylko światła awaryjne. To trasa z potencjałem, który – jeśli tylko nie zostanie zakopany pod górą dokumentów – może przynieść realny wpływ na codzienność tysięcy kierowców. Tak więc, póki co, zapiąć pasy, trzymać kciuki i – jak to mówią drogowcy – niech asfalt będzie z nami!